Loading...
Kontakt

Łukasz Grajewski



Nonkonformista w Parlamencie.

Nie chciałbym z tym swoim nonkonformizmem przesadzić, aczkolwiek na tle garniturowej, parlamentarnej masy wyróżniałem się dość znacznie. Co więcej, mam dobre wieści - inność, choć komentowana, została zaakceptowana!

Pierwszym problemem, z którym zetknąłem się podczas mojego miesięcznego stażu w Parlamencie to ubiór. Zaproponowany przeze mnie zestaw - jeansy, koszula i sweter - choć schludny, nie został w pełni zaakceptowany przez Posła Kowala. Nie mając wyboru, pobiegłem do sklepu po marynarkę i już na następny dzień zaprezentowałem swoje nowe, bardziej reprezentacyjne oblicze. "A w tych trampkach to Pan będzie tak do końca stażu chodził?" - skomentował krótko Poseł i tym samym zepsuł mój hurraoptymizm wywołany dopiero co kupioną marynarką. Choć wysłuchałem jeszcze kilka złośliwych uwag odnośnie jeansów i trampek ("Pan przecież nie jest z Partii Zielonych!"), pozostałem nieugięty i wytrwałem w tym wygodnym dla mnie zestawieniu do końca stażu.

 

Jeśli ubiór można zaliczyć do pewnych kwestii sporych i przyszłym stażystom polecam jednak opcję "full garniak", to inne moje dziwactwa przeszły bez echa, gdyż wyraźnie nie są w "stolicy" Unii Europejskiej dziwactwami. Wegetariańska dieta została w pełni zaspokojona przez pyszne obiady, które nie wiadomo czemu, nazywają się tu lunchami. Nazewnictwo kontrowersyjne, ale idea słuszna - przeważnie godzinna przerwa w pracy i dotowane przez podatników obiady to rzecz nie do pogardzenia przez żadnego rozsądnego stażystę. Porę lunchu mogą sobie przedłużyć palacze, gdyż jak przystało na instytucję europejską miejsc do palenia za wiele w Parlamencie nie ma. A dokładnie to jest jedno, do którego przecież trzeba dojść. Po przerwie pozostaje tylko wrócić do biura i zatopić się w atmosferze papierów, telefonów, maili i segregatorów, którą współtworzą asystent Posła Paweł Bielecki i stażystka do zadań specjalnych Magda. Trafić na taki zespół to prawdziwe szczęście i śmiem twierdzić, że wraz z Posłem Kowalem tworzyliśmy przez miesiąc całkiem zgrany tandem.

Nie chcąc zanudzić szczegółami kulinarno-towarzyskimi, napiszę parę zdań o tym, co w Parlamencie najważniejsze - polityce. Jest w dużym błędzie osoba, która myśli, że budynek parlamentarny to miejsce nudne. Główna siedziba 736 posłów z 27 krajów członkowskich jest miejscem wiecznych intryg, rozmów i ustaleń. Stażysta ma miesiąc, żeby zorientować się, kto, czym i kiedy się zajmuję. Będąc wewnątrz parlamentu ma się niepowtarzalną szansę spotkań z ludźmi, którzy kreują obecną politykę Unii Europejskiej. A jeśli nie z nimi, to chociaż z ich asystentami. Jeśli asystenci również nie mają czasu, to zawsze można spróbować przepytać najniższy szczebel informacji, czyli stażystów. Zapewniam, że od każdego można dowiedzieć się tu ciekawych informacji, często prezentujących proces tworzenia polityki "od kuchni".

Dodatkowe słowa zachęty chciałbym skierować do studentów Studium Europy Wschodniej mających partycypować w Programie im. Wasilewskiego. Tematyka wschodnia jest tu wszechobecna. Dość powiedzieć, że o opozycji białoruskiej mówi się tu i piszę o wiele więcej niż na Białorusi. Wcale nie podczas wrześniowego pobytu w Mińsku, a właśnie w Brukseli miałem możliwość porozmawiania z większością liderów demokratycznych sił białoruskich. Uczestnictwo w nieformalnych konsultacjach było zajęciem równie inspirującym.

Poseł Kowal pomimo pełnienia roli szefa delegacji UE - Ukraina, nie zapomina o reszcie świata. Przed stażystą otwiera się świat codziennych konferencji, sesji i spotkań. Tematy? Każdy znajdzie coś dla siebie! Problem stanowi tylko nadmiar ciekawych ludzi, spotkań i materiałów. Czuję to w szczególności na finiszu. Kończę staż usatysfakcjonowany, aczkolwiek z lekkim uczuciem niedosytu. Przyjechał już jednak kolejny student i nie ma dla mnie w biurze miejsca. Czas wracać do Warszawy.


Następna: Ola Gryźlak