Loading...
Kontakt

Krzysztof Nieczypor



„Ludzie ludziom zgotowali ten los” –słowa wypowiedziane przez jedną z najciekawszych osób w Parlamencie Europejskim utkwiły mi głęboko w pamięci, gdy po raz pierwszy znalazłem się w biurze posła Pawła Kowala. Bo i też właśnie ludzie odpowiedzialni są za to co stworzono przy Rue Wiertz 60. Szklany gmach złożony z kilku budynków połączony półkolistą rampą zawieszoną nad placem pod którym znajduję się dworzec kolejowy to niewielka część tego co nazywane jest siedzibą Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Gdy poprzednia stażystka starała się zapoznać mnie z arkanami pracy w Parlamencie, nie łudziłem się, że zapamiętam jak trafić z powrotem do biura. By dotrzeć bowiem np. na posiedzenie grupy ECR w sali „A5E – 2” należy z 2-go piętra budynku „Willy Brandt” (czyli „M”) przez łącznik „Konrad Adenauer” na 3-m piętrze przejść do budynku „Altiero Spinelli” i udać się korytarzem w prawo do wind po lewej, które zabiorą Cie na piętro 5-te. Rzecz jasna należy jeszcze zabrać pocztę, oczywiście z 2 skrzynek (każda w innym budynku, a co!) i zanieść wnioski rozliczeń do tego miejsca, co jak się idzie rezerwować podróże, to wcześniej skręca się w prawo, nie w lewo, a następnie idzie w głąb korytarza do pierwszych drzwi po prawej stronie za szklanymi drzwiami. Potem można wrócić ukrytymi drzwiami przy biurze podróży i spokojnie udać się na lunch na stołówce. Tam najłatwiej dotrzeć schodami prowadzącymi w dół, tymi obok studia nagraniowego i zjechać obok głównego wejścia, by dalej mknąc korytarzem przy którym mieszczą się kiosk, banki, poczta, biuro rzeczy znalezionych (ukryte za węgłem bym szybciej mógł znaleźć zgubioną rzecz niż biuro rzeczy znalezionych) oraz zamknięty dla osób pozbawionych mandatów poselskich bar (w którym pracuje pewna Polka, która wymownie spojrzy Ci głęboko w oczy, gdy zechcesz zarezerwować tam stolik) dotrzeć w końcu do rzeczonej jadalni (by dowiedzieć się, że ochrona z sobie tylko znanych przyczyn i tak Cię do niej nie wpuści…). Po lunchu być może zostanę skierowany do biblioteki – jak dotrzeć do biblioteki to sprawa złożona, niektóre przejścia są ślepe. Ale można też inaczej, mnie udało się windą uruchamianą tylko kluczem pracowników biblioteki – gdy z niej wysiadłem nie potrafiłem (nie chciałem?) wytłumaczyć bibliotekarzom jak zdołałem ją uruchomić. Ale muszę wrócić, zapomniałem o gadżetach partyjnych – 7 piętro budynek „Atrium” (czyli „K”) i długa podróż do pokoju , do którego trafić można tylko licząc na własny instynkt.

Wiedzieć jednak należy, że Bruksela to dopiero połowa. Druga część to parlament w Strasburgu – majaczący z daleka kolisty biurowiec, który mieści tysiące rozgadanych posłów i asystentów. Może dlatego, że budynek ten w środku jest pusty... Niech to Cie jednak nie cieszy. Nie wystarczy broszura z planem parlamentu byś szczęśliwie i na czas trafił(a) na odpowiednie posiedzenie.

Więc, gdy tylko zdołasz zapoznać się z architekturą można przystąpić do realizacji zadań. Nie zamierzam tłumaczyć Ci jednak jak rekonstruować loty posła sprzed kilku miesięcy oraz jak wypełnić formularz podróży pośredniej. Tym bardziej nie podam Ci numeru telefonu do pewnej Ukrainki, która umówi Ci na jutro spotkanie posła z merem Lwowa. Nie zdradzę Ci też gdzie ukryty jest kluczyk do pokoju w hotelu w Strasburgu, a na pewno nie powiem Ci kim był Wiaczesław Daszyczew ani jak zdobyć sympatię pani Grażyny. Nie dlatego, że wydał(a)byś majątek na środki zdolne rozwiązać mi język. Ale dlatego byś przeżył(a) to co ja.

Poprzednia strona: Adam Wudarczyk
Następna: Elnara Mammadova