Loading...
Kontakt

Aneta Waszkiewicz



Gdy zobaczyłam informację  o stażu pomyślałam: „W końcu coś ciekawego!”. I nie myliłam się. Różnica pomiędzy biurową pracą dla firmy (w ten sposób zarabiam na życie w Polsce) a stażem w PE jest znaczna. Bo jak się ma niewielka, chociaż międzynarodowa firma do niezwykle zróżnicowanego, kipiącego życiem organizmu jakim jest Parlament Europejski? Właściwie to nie ma czego porównywać. Z jednej strony sztywno narzucone ramy, przewidywalność, rutyna wciskająca się przez każdą możliwą szczelinę. A z drugiej multikulturowe miasto w mieście – mimo że zbiurokratyzowana, to jednak tętniąca życiem instytucja w samym sercu Europy. Zresztą instytucja to nie do końca dobre określenie. Parlament to raczej organizm, żywy twór, który każdego dnia przybiera trochę inną formę. Z pewnością nie łatwo go ujarzmić, zwłaszcza gdy próbuje się podjąć tego zadania solo. Na szczęście w Biurze Posła Kowala nie działa się w pojedynkę. Od pierwszego momentu jest się otoczonym przez życzliwych ludzi. Asystent Pana Posła, Pan Paweł Bielecki, trzyma pieczę nad wszystkim, umiejętnie dawkując porcje adrenaliny i chaosu pełni rolę parasola ochronnego. A gdy go nie ma zawsze można zwrócić się o radę do pomocnych sąsiadek zza ściany.

Jak wygląda codzienna praca w Parlamencie? Przede wszystkim jest nieregularna. Zazwyczaj zaczyna się o 8.30 i kończy około 18-stej, ale mnie zdarzyło się rozpocząć dzień pracy o 7.30, a innym razem zakończyć przed 23-ą. Rekordu tym nie pobiję, jednak niewątpliwie jest co wspominać. Rozstrzał czasowy idzie w parze z szerokim asortymentem obowiązków: typowe prace biurowe, walka z biurokracją, tłumaczenia, organizacja konferencji, posiedzenia, sporządzanie notatek, czasami analiz. Bez wątpienia nie jest to praca pod hasłem nudy. I to przede wszystkim mnie cieszyło. Zadania te traktowałam jako odskocznię od warszawskiej codzienności, jedyną w swoim rodzaju przygodę, czasami wyzwanie. Mimo, że wykorzystam prawie cały urlop przysługujący mi na rok bieżący i z szefostwem w Polsce straciłam dwa dni na pertraktacje warunków wyjazdu do Brukseli, to wiem, że nie był to czas stracony. Sporo ciekawych spotkań, nowych miejsc, ludzi, przeczytanych dokumentów, znalezionych książek w parlamentarnej bibliotece oraz innych źródeł inspiracji. Jedyny żal, to poczucie, że miesiąc to zdecydowanie za krótko, że trzeba już wyjeżdżać, chociaż przecież wczoraj stawiało się pierwszy krok w nowym miejscu pracy. A jeśli miałabym jednym zdaniem opisać, co dał mi staż w Parlamencie, to byłoby przekonanie, że istnieją ciekawe miejsca pracy, w których można rozwijać się zawodowo, pracować z ciekawymi ludźmi i mieć poczucie, że za rogiem czeka niespodzianka.

Poprzednia strona: Ola Gryźlak
Następna: Adam Wudarczyk